środa, 24 grudnia 2008

Jak za dawnych lat

Prezenty pod choinka, zapach wanilii i migdalow w calym domu. Grzybowa pyrka na piecu a ja siadam i pisze do Was te slowa.
Wokol slychac zyczenia, radosc, spiew i na kazdym kroku widzimy oznaki tego szczegolnego dnia.
A mnie jest szkoda tych wigilii, ktore byly 20 lat temu,25lat temu. Byly biedne, czasy wtedy nie sprzyjaly obfitosci, ale do tej pory pamietam zapach tamtych pomaranczy i szynki na stole. Urok choinki, koniecznie biale bluzki i koszule, a ta radosc z lalki pod choinka! Rano do kosciola, potem sniadanie a o 11stej zawsze puszczali filmy Disneya w telewizji. Na to sie czekalo caly rok.
Wszystko smakowalo naczej......prawdziwiej.
Zycze Wam, aby Wasze swieta nawiazaly do przeszlosci, zapachem, smakiem, radoscia. Aby byly prawdziwie przezywane. Pamietajmy , ze to nie nasze urodziny, jestesmy goscmi Nowonarodzonego i On jest w tym dniu w centrum uwagi. Zdecydujmy sie na dobroczynnosc, maly datek nie zubozy nas a bedzie pieknym gestem. Siegnijmy po stare zdjecia, powspominajmy, obdarzmy sie na powrot miloscia.
Niech te swieta pachna Wam cynamonem.

niedziela, 21 grudnia 2008

Navidad po hiszpańsku z polskim akcentem...

Moje siostry blogowe pochłonięte przygotowaniami do NAVIDAD (Boże Narodzenie) nie zwróciły uwagi na to, ze nam tu O_CZAROWANIE kurzem i pajęczynami zarosło... z jednej strony jak na kuchnie czarownic to nie powinno budzić oburzenia, ale z drugiej - źle gdy ogień pod garem wygasa.
Zatem jako ta bardziej spontaniczna wiedźma, która przygotowania świąteczne rozpoczyna na pięć minut przed czasem, odciążę Tą Agnieszkę i Rudą i opowiem Wam dzis o kulinarnym aspekcie hiszpańskich świąt.
Nochebuena czyli Wigilia nie jest celebrowana tak tradycyjnie jak w Polsce. Rodzina spotyka sie na wspólnej kolacji, ale nie przy stole zastawionym 13 potrawami. Potraw jest kilka, a ich ilość nie nawiązuje do tradycji. Tradycją natomiast jest jedzenie TURRÓNA czyli słodkiej mieszanki migdałów, miodu, cukru i białka. Turrónes produkowane są głównie w Alicante i stanowią dla Hiszpanów coś na kształt OPŁATKA - z tą różnicą, ze Hiszpanie sie nim nie przełamują.
Zjadają go pokrojonego w cienkie paski.Podczas kolacji wigilijnej na stole nie moze zabraknac także figurek zwierząt z marcepana czy słodkich bułeczek rodem z Andaluzji o nazwie POLVORÓN. Wniosek z tego taki, ze Hiszpanie wola podczas Wigilii słodkości. Pozostałe potrawy wedle rodzinnych upodobań. Dla jednych są to różnego rodzaju krewetki, dla innych indyk (Hiszpanie nie poszczą).
Ważną dla Hiszpanow tradycją jest natomiast fakt, że każda rodzina po kolacji powinna udać się na pasterkę zwaną la Misa de Gallo - msza kogucia. Nazwa wiąże się z legendą, że kogut jako pierwszy zaanonsował światu swoim pianiem narodziny Jezusa.
Hiszpanie świętują NAVIDAD tylko 25 grudnia, ale za to hucznie. Tak naprawdę jednak święta zaczynają sie dla nich 22 grudnia losowaniem w Madrycie szczęśliwych liczb w słynnej Lotería de Navidad, wówczas już większość firm nie pracuje. Czas świąteczny kończy sie 7 stycznia (wówczas wszyscy wracają do pracy, a dzieci do szkół). Kulminacyjnym punktem NAVIDAD jest w Hiszpanii święto Trzech Króli, 6 stycznia.W przeddzień władze miast urządzają wielką paradę uliczną, której głównymi bohaterami są Trzej Królowie jadący na udekorowanych powozach. Według legendy, przybywają ze Wschodu i przywożą dzieciom prezenty. Wieczorem dzieci wystawiają w ogrodzie lub na balkonie miseczki z wodą dla wielbłądów i poczęstunek, a obok stawiają buty. Następnego dnia rano widzą miseczki puste, a buty pełne prezentów.

Na koniec opowieści świątecznej podam Wam domowy przepis na turrón:
1/3 szklanki miodu
pół szklanki pokrojonych migdałów (najlepiej jak uda nam sie kupić płatki migdałowe)
2 białka
1/4 szklanki cukru
W rondlu na małym ogniu rozgrzać miód, następnie dodać cukier i podgrzewać aż do rozpuszczenia. W międzyczasie białko ubić na sztywna piane. Do wystudzonego miodu dodac bialko i mieszac pare minut, ponownie postawic na ogniu i mieszac az zacznei nam sie masa karmelizowac. Na koncu wrzucic migdaly, wymieszać i wylać do formy keksowej wyłożonej pergaminem. Masa powinna mieć około 1,5 cm grubości. Foremkę odstawić w chłodne miejsce na 3, 4 godziny, a gdy zastygnie pokroić w wąskie paski.

Na moim stole znajdzie sie i turrón i barszcz z uszkami. Zupa grzybowa i pierogi z kapusta, kompot z suszonych owoców oraz wszelkiej maści ryby (jak my to we troje zjemy).
Staram sie łączyć tradycje polską z hiszpańską tak aby we wszystkim zachowac ducha świąt... Nie zabraknie rowniez oplatka i dzielenia sie nim - bez tego swieta dla mnie nie istnieją...
życzę Wam miłych, rodzinnych i oprószonych śniegiem świąt w duchu miłości i tego by wszystkie świąteczne marzenia zaczęły sie realizować w nowym roku.
Feliz Navidad y Prospero Año Nuevo

piątek, 5 grudnia 2008

liker jajeczny wieczorowa pora... nie mylic z brunetem!

Moje siostry blogowe! Zanim zaczniemy raczyc sie zrobionym przeze mnie ajerkoniaczkiem, mam dla Was prezent...
Mysle, ze kazda z nas w tym roku sporo przeszla, zatem nalezy nam sie jakies wytchnienie...
Nie zaserwuje Wam tu ognistych brunetow (choc obaj sa ciemnowlosi), ale dwoch cenionych przeze mnei muzykow. Mam nadzieje, ze poprawie Wam choc odrobine nastroje:

http://www.youtube.com/watch?v=A6vT68nJQE4&feature=related

Siedzialam sobie wczoraj trzesac sie z zimna i czytajac METAFIZYKE ZYCIA I SMIERCI Artura Schopenhauera kiedy nagle przyszedl mi do glowy pomysl... ze moglabym sie napic z Wami w ten chlodny, grudniowy wieczor ajerkoniaku.
Sprawdzilam czy posiadam w domu wszystkie produkty i pozwolilam Arturowi odpoczac kwadrans ode mnie. Do wielkiej misy wrzucilam:
6 zoltek
1 puszke 250 ml skondensowanego, slodzonwgo mleka
4 lyzki cukru (jak ktos lubi slodkie moze dodac wiecej)
i zmiksowalam...
nastepnie dodalam pol litra wodki i ponownie wymieszalam robotem.

Całość przelałam do litrowej butelki, a wieczorem wypiłam za Wasze zdrowie kieliszeczek.
Nie ma nic lepszego od ajerkoniaku w chłodny dzień...
no chyba, ze krupnik, ale nie wszystko na raz ;-) o krupniku będzie następnym razem.

środa, 26 listopada 2008

MIĘSO PO IRLANDZKU czyli IRISH STEW

Od kiedy moja noga postała po raz pierwszy (i jak na razie jedyny) w Irlandii mam swoja ulubiona irlandzka potrawę…

Po sprobowaniu tego rozplywajacego sie w ustach mieska z warzywami w sosie... doznalam naglej potrzeby przeniesienia tej potrawy na wlasny stol ku uciesze Niuni i miesozernego Marido, który zje kazda potrawe byleby zawierala 90 % miesa!

Musze przyznac, ze Irish Stew swietnie nadaje się na chłodniejsze jesienno - zimowe dni. Żeby zatem pokrzepic cialo i dusze zabieramy się do gotowania zaopatrujac się wczesniej w:

2 duże kawałki masła
„chlust konkretny” oliwy
4 średnie cebule (pokrojone raczej grubo)
3 zmiażdżone ząbki czosnku
6 dużych ziemniaków ( pokrojonych na raczej duże kawałki)
4 marchewki (pokrojone na kawalki)

brokuły
8 kotletów jagnięcych, baranich lub wolowych w zaleznosci od umilowania konkretnego gatunku miesa (należy odciąć z nich nadmiar tłuszczu, który zostanie później wykorzystany)
sól i pieprz
pol litra wywaru z jagnięciny lub rosolu wolowego
posiekana natka pietruszki

W rondlu z grubym dnem i szczelną pokrywką stopić masło z oliwą. Włożyć cebulę i czosnek, zeszklić na małym ogniu (co powinno zająć około 15 minut). Dołożyć ziemniaki i wymieszać, by pokryły się tłuszczem z cebulą i czosnkiem. Posypać hojnie mielonym pieprzem, dodać trzy szczypty soli (jeśli ktoś ma duże dłonie, osoby o drobnych dłoniach powinny wsypać więcej szczypt...). Dusić ziemniaki z cebulą i czosnkiem przez 15 minut na bardzo małym ogniu, uważając, by się nie przypaliły... jeśli zaczną przywierać, należy wlać odrobinę rosołu. Dodać brokuły podzielone na mniejsze kwiatki oraz pokrojona marchew.
W tym czasie rozgrzać patelnię na małym ogniu, włożyć skrojone z kotletów tłuste kawałki i wytopić z nich tłuszcz, posypać solą i pieprzem. Zdjąć z patelni skwareczki
, a na wytopionym tłuszczu przyrumienić pokrojone na grube kostki mięso z kotletów. Kiedy będzie lekko podpieczone włożyć je do garnka z warzywami.
Na patelnię wlać trochę bulionu, wymieszać, zgarniając z dna przyrumieniony osad po smażeniu mięsa, przelać bulion z patelni do garnka. Wlać pozostały b
ulion. Przykryć pokrywką i dusić na małym ogniu przez półtorej godziny. Mięso można posypać posiekaną natką pietruszki na 10 minut przed końcem duszenia. Zdjąć garnek z ognia i odstawić na 10 minut. Przed podaniem spróbować, w razie potrzeby doprawić solą i pieprzem do smaku.

Podawać ze świeżym, chrupiącym pieczywem...

Wersje wegetariańską robimy dodając zamiast mięsa kotlety sojowe i wzbogacamy zielonym groszkiem oraz porem (smakuje równie dobrze), a wygląda może nawet lepiej :-) (zdjęcie poniżej).

Jak mawia moja znajoma (serwując 4 danie obiadowe) - kochanego ciałka nigdy nie za wiele... dlatego szczególnie w zimie możemy trochę sobie pofolgować i zajadać bez wyrzutów sumienia duszone i zawiesiste potrawy... profilaktycznie jednak omijając wagę łazienkową ;-)

Smacznego!

zakochana w Belfaście Hiszp/Anka

poniedziałek, 24 listopada 2008

czas przygotowań

Nie wiem jak u Was, ale ja powoli zaczynam mieć przedświąteczny nastrój... i nie wynika to z marketingowego zawrotu głowy ani z zapału do sprzątania :) Jestem na etapie układania jadłospisu. Przeglądam swoje kajety z przepisami szukając czegoś smacznego a i dawno nie robionego. Takim sposobem wpadł mi w ręce przepis na babkę koniakową - która jest jakby nawiązaniem do poprzedniego postu na tym blogu. Będą nam potrzebne:
1 kostka masła
2 szklanki cukru
1/2 szklanki wody
4 kopiaste łyżki ciemnego kakao
50g koniaku
2 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
4 jajka
bakalie (migdały, rodzynki, skórka pomarańczowa, orzechy)
Rozgotować w garnku masło i cukier dodać wodę i kakao. Dobrze wymieszać i odlać z tego 1/2 szklanki. Do pozostałej ostudzonej masy mąkę z proszkiem, dodać 4 żółtka oraz bakalie. Wymieszać. Wlać koniak, a w końcu dodać ubitą pianę i wymieszać. Przełożyć do wysmarowanej tłuszczem i osypanej bułką tartą keksówki. Upiec w temperaturze ok 200 stopni. Wyjąć z foremki i polać pozostawioną masą i obsypać orzechami i migdałami.
Babka ta smakuje najlepiej na drugi dzień i później też;)
I to jej spora zaleta :))))
Hmmmm wiem już że napewno będzie na świątecznym stole

środa, 5 listopada 2008

HOT TEDDY

Kiedy przyjechalam do Szkocji ciagle sie przeziebialam. Jak nie katar to kaszel, zapalenie gardla, w koncu pojawila sie rowniez angina. Zdychalam ale do pracy trzeba bylo chodzic, wiec stalam taka beznadziejna w tej kuchni i cierpialam sobie po cichutku. Jeden z moich kolegow - Szkot zauwazyl, ze cos ze mna nie tak i wyciagnal zeznania, ze chyba ten klimat cos dla mnie nie tego bo co rusz jakas "przyjemnosc". Zaczal sie smiac i powiedzial, ze najwyrazniej jeszcze nikt mnie nie wtajemniczyl w sekret "konskiego" zdrowia Szkockich pobratymcow. Teraz ja dziele sie z Wami tym sekretem, bo widze, ze ziab dotyczy nie tylko polnocy.
Sekret ma na imie Teddy i jest HOT!
Wez kubek, wlej do niego pol szklanki wrzatku, dwie lychy miodu, wdus pol cytryny (jesli mala to cala) a na koniec dopelnij kubek whiskaczem (czyli nasza ulubiona ruda na myszach). Pic koniecznie gorace! Potem wskakujesz do lozka i rano jestes jak nowy/nowa.
Wierzcie mi, od trzech lat znam ten przepis i nie choruje jakos szczegolnie. Czasami nawet pijamy Teddego profilaktycznie ;))
TEDDY SMACZY, LECZY W BIEDZIE - TEDDY NIGDY NIE ZAWIEDZIE!!!
(parafrazujac seksmisje hehehe)
Pozdrawiam

wtorek, 4 listopada 2008

gazpacho po andaluzyjsku

Gazpacho jak zapewne wiecie jest daniem typowym dla kuchni andaluzyjskiej. Jego pochodzenie jednak nie do końca jest związane z Hiszpanią. Otóż pierwsze wzmianki o tych zupach pochodzą z kuchni rumuńskiej i arabskiej. Nazwa wywodzi sie od rumuńskiego słowa CASPA oznaczającego - fragment. Można by żartobliwie rzec, ze Gazpacho jest zupą fragmentaryczną. Hiszpanie mówią na gazpacho - zupa z resztek! Można ją zrobić ze wszystkiego. Z końcówek chleba, resztki czosnku, odrobiny oliwy, octu i migdałów. W zależności od tego co mamy w domu. Jest wiele odmian Gazpacho. W Polsce najbardziej znane jest tradycyjne pomidorowe. W moim regionie poza tradycyjnym prym wiedzie tzw. AJOBLANCO (biały czosnek).
W XVI wieku do zupy zaczęto dodawać warzywa i eksperymentować ze smakiem. W przyrządzaniu Gazpacho zaczęli wówczas specjalizować sie mieszkańcy południowej Hiszpanii.
Dzięki temu chłodnikowi można pokonać 50 stopniowy upal, jest to bowiem potrawa, która dostarcza w lecie odpowiednia dawkę płynu, soli mineralnych i węglowodanów.
Najczęściej przyrządzana była przez pasterzy i rolników. Chleb oraz warzywa były rozgniatane i mielone w moździerzach. W latach 60 - tych ubiegłego stulecia, kiedy Hiszpania przeżywała ekspansję turystyczną GAZPACHO ujrzało światło dzienne na szeroka skale, a wraz z pojawieniem sie nowych technologii do jego przyrzadzania zaczeto w XX wieku uzywac mikserów.
My kobiety i mezczyzni XXI wieku, nie narzekamy już na brak przyborów kuchennych i wykonanie pysznego chłodnika nie zajmie nam wiele czasu. Dziś podam Wam przepis na tradycyjne gazpacho po andaluzyjsku. Przygotujcie zatem:
5 - 8 pomidorów (lepiej miękkie)
1 ogórek
1 czerwona papryka (oczywiście surowa)
1 zielona papryka
3 - 6 ząbków czosnku (tylko wampiry boja sie czosnku - CZAROWNICE NIE - ja dodaje 6 ząbków, a nawet więcej, ale to już kwestia waszego gustu)
duża łyżka octu z białego wina
dwie łyżki oliwy
sol, pieprz
dwie bułki lub dwie kromki chleba
drobno posiekana pietruszka i oregano
ja dodaje jeszcze szczypiorek (Hiszpanie nie używają szczypiorku)

Pomidorki zalać wrzątkiem i obrać ze skory, następnie wrzucić do malaksera. Ogórka oraz paprykę podzielić na 3 części. 2 wrzucić do malaksera, a trzecią posiekać drobno i odłożyć na bok.
Do malaksera włożyć tarze czosnek, dodać oliwę i ocet i całość zmiksować. Zmiksowana zupę mocno doprawić solą i pieprzem, przelać do dużej salaterki, na środek wrzucić pokrojonego drobno ogorka z papryką i posypac ziolami. Calosc wstawic do lodowki i pozostawic tam do schlodzenia - minimum godzine. Nastepnie podawac z chlebowymi grzankami lub przypieczonymi na oliwie bulkami.
Z ciekawostek powiem Wam jeszcze, ze AJOBLANCO (drugie zdjęcie) robimy prawie identycznie tylko zamiast pomidorów dodajemy migdały i więcej czosnku. Natomiast widoczne na trzecim zdjęciu Gazpacho Solmorejo jest także z pomidorów, ale zamiast siekanych warzyw dodajemy pokrojone i ugotowane na twardo jajko, a także drobno pokrojone grzanki oraz suszoną szynkę - jamón (w Polsce odpowiednikiem jamóna jest szynka parmeńska).
Sa jeszcze odmiany ekstremalne gazpacho, robione z pomarańczy, ale ja owoce wole same w sobie, natomiast podstawowe dania obiadowe - dla mnie muszą być słone i pieprzne, nie słodkie! Mam nadzieje, ze GAZPACHO będzie Wam smakowało :-)

wtorek, 28 października 2008

pozdrowienia

Dziś nie będzie przepisu.... urwałam się z pracy i poszłam na spotkanie autorskie do empiku z Małgorzatą Kalicińską.... cuuuuuuuudowna kobieta prawdziwa wiedźma, i nawet deszcz za oknem miał swój urok. Wiedźmy macie serdeczne pozdrowienia od niej. Chwilę z nią rozmawiałam i opowiedziałam jej o naszej przyjaźni i tym blogu. AAAAA następna książka już pod koniec listopada. A w przyszłym roku portal.......

piątek, 24 października 2008

jesien idzie, nie ma na to rady...



Jest okropnie zimno, deszczowo... szaro, buro i bez perspektyw na słońce...
Nie wiem co sie stało z moja Hiszpania, ale ta tegoroczna - nie jest moja... co mi zatem pozostaje?
Napić sie z czarownicami... na ukojenie nerwów Tej Agnieszki, na zdrowie Rudej...
Dziękuję Wam kochane i pije dziś Wasze zdrowie, nalewka brzoskwiniowa...
Ta jesień niesie ze sobą zmiany... duże zmiany... deszcz mi o nich mruczy do ucha, a mnie aż skora cierpnie na sama myśl, co jeszcze wydarzy sie w tym roku! Dobrze, ze mam ten komfort wirtualnej bytności z Wami... bo w realnym świecie coraz mniej mam ochotę na towarzystwo ludzi...

Hiszp/Anka oderwana od swojej rzeczywistości....

czwartek, 16 października 2008

aptekarska

W nalewkach z wiedźm najlepsza jest Hiszp/Anka... ja jestem super ale w degustacji ;) od kilku lat moją ulubioną nalewką jest aptekarska produkowana przez mamę mojej przyjaciółki.... po wielu prośbach dostałam przepis i dzielę się nim z Wami moi drodzy:
do dużego słoja który można zakręcać wlać litr spirytusu litr mleka dodać kilogram cukru i kilogram obranych i pokrojonych w plastry cytryn do tego dodać pokrojoną w kostkę skórkę z 2 cytryn (oczywiście pozbawioną tej białej części)i zakręcić słój, potem wstrząsać (albo jak mówi mama przyjaciółki taśtać)aż cukier się rozpuści :) potem tę czynność powtarzać 3 razy dziennie przez dni 30. Słój przechowywać w temperaturze pokojowej ale zacienionym miejscu - dobrze nadaje się do tego szafa. Po okresie kwarantanny przefiltrować i zlać do butelek. Potem delektować się po kieliszeczku, lub stosować jako lek doustny w czasie przeziębień:)
P.S. W trakcie kwarantanny widok płynu robi się mało apetyczny, ale nie zrażać się tym bo produkt finalny jest suuuuuuuuuuper:)

czwartek, 9 października 2008

tanie, szybkie i proste czyli macarrones con atún y tomate

Po szarlotce, która właśnie zaczyna pachnieć w moim piekarniku i parówkach... nadszedł czas na coś z mojej palety dañ...
Dziś będzie po hiszpańsku... choć słyszałam, ze Włosi tez tak lubią :-)


Kiedy spytasz Hiszpankę z pueblo co dziś robi na obiad to odpowie Ci MACARRONES….
śmieję się, ale rzeczywiście ma to wiele wspólnego z rzeczywistością. Moja mejor amiga MARISA ilekroć pytam co pichci, mówi – makaron.
Makaron tak samo jak paelle jedzą Hiszpanie praktycznie ze wszystkim… z owocami morza, z mięsami, z warzywami....
są to jednogarnkowe potrawy… i muszę przyznać, ze szybkie w przygotowaniu oraz bardzo smaczne.
Dziś zrobimy zatem MACCARONES CON ATÚN Y TOMATE… moja Niunia mogłaby jeść ten makaron codziennie.
W zależności od liczebności familii gotujemy paczkę lub pól makaronu (pełna dowolność kształtu – od świderków po inne). Oczywiście nie rozgotowujemy makaronu – tylko zostawiamy go w tak zwanym stanie – AL DENTE.

Kiedy już ugotujemy makaron, odcedzamy go i wsypujemy do dużej miski… dodajemy łyżkę masła i odrobinę oregano oraz dwa zmielone ząbki czosnku… mieszamy aby makaron nabrał zapachu… po dwóch, trzech minutach wrzucamy do naszej pachnącej misy zawartość 2 lub 3 (jak kto lubi) puszek tuńczyka w oleju oraz 25 ml świeżego przecieru pomidorowego (nie koncentratu). Całość oczywiście mieszamy… posypujemy tartym parmezanem, a także jeśli ktoś lubi drobno pokrojona natka z pietruszki i podajemy pachnącą potrawę naszym głodomorom. Przygotowanie macarrones con atún y tomate zajmuje mi 15 do 20 minut maksymalnie…

Gwarantuje, ze Wam zasmakuje :-)

Nie zapomnijcie o przecierze pomidorowym… bez niego makaron nie ma pełni smaku!

wtorek, 7 października 2008

Wspomnienie z dzieciństwa i nie tylko ;)

Ostatnio moja szarańcza (czyt. latorośle) patrzyła na mnie dziwnie , dawno w krótkim odstępie czasu nie czytałam jednej książki dwukrotnie .... a tu nagle w sumie po raz trzeci czytałam "Dom nad rozlewiskiem" ci co czytali to wiedzą dlaczego, a ci co nie wiedzą niech szybko nadrobią zaległości;) Ciepła, mądra powieść o życiu, miłości i codzienności.
No i .... naszło mnie na najprostszą potrawę świata czyli grzane parówki z musztardą. No i zaczęło się poszukiwanie normalnych grubych, nieodtłuszczonych parówek. Dopiero w trzecim sklepie udało mi się kupić takie co przypominały wyglądem - a jak później się okazało i smakiem - te parówki, które pamiętam z czasów dzieciństwa. W domu po przyrządzeniu spałaszowałam 3 od razu co wywołało lekki popłoch wśród zadomowionej młodzieży;) I powiem Wam w sekrecie .........były REWELACYJNE.
Tak dziś bez przepisu, bo niepotrzebny;) tylko wspominkowo....
Hmmm dziwnie się dziś przewija liczba 3 ( wszystkie 3 wiedźmy coś skrobnęły dziś) ; 3 sklepy mięsne odwiedzone 3 parówki zjedzone;) i jedna książka trzykrotnie przeczytana..... a w lotku polskim potrójna kumulacja ;)

Jablka, jablka......szarlotka

Wyprobowalam salatke Rudej wczoraj, z sukcesem. Chlopcy zgodnym chorem zaaprobowali wiec przepis wchodzi do domowego kanonu szczegolnie ze jest tani, latwy i szybki - ma wiec wszystkie zalety jedzenia w czasie recesji hahahahah.
Nie jestem dobra w przepisach. Powiem wiecej - nie lubie gotowac z przepisu. Zazwyczaj gotuje z glowy i z serca, nigdy dwa razy tak samo, zawsze uzywam roznych przypraw eksperymentujac ze smakami. Dla mnie gotowanie to nie technika a nie sztuka. Kiedy chce zrobic cos naprawde dobrego, wlaczam fajna muzyke, wprowadzam sie w dobry nastroj, i zaczynam gotowac.......moj maz sie smieje ze jak tak zawziecie gotuje to do siebie gadam. Ma ubaw ale potem mu smakuje hahahah. Ot wdziecznosc!
Poniewaz wszystkie 3 wiedzmy luuuuuubia jablka, szczegolnie jesienia, podam wam dzis recepte na szarlotke, ktora ostatnio pieklam.
Ciasto kruche: 3 szklanki maki, 9 lyzek cukru, 4 zoltka, szczypta soli, 2 lyzeczki proszku do pieczenia, 200g masla, cukier waniliowy lub wanilia starta, jogurt lub kwasna smietana (ile zabierze ciasto)
Caly ten chlam wyrobic na ciasto, rozwalkowac a jesli sie nie da, to ladnie wylepic ciastem forme pozostawiajac wysokie brzegi.
Okolo 2 kg jablek obrac i zetrzec na tarce z duzymi oczkami. Najlepsze sa jablka malo soczyste, takie do gotowania. Dosypac do nich cukru lub dodac miodu jesli sa bardzo kwasne i oczywiscie cynamon (dla ekstremalistow polecam rowniez mielone gozdziki, imbir); wszystko ladnie wymieszac i wylozyc na ciasto lekko odsaczajac nadmiar soku.
Piec okolo 45 min w 180 stopniach.
Podawac zawsze z bita smietana, ktora wspaniale komponuje sie z jablkami.
Mniiiiam - ide sobie nalozyc kawaleczek a Wam zycze udanych wypiekow!

niedziela, 5 października 2008

jesiennej nostalgii ciąg dalszy

Hmmm niby złota polska jesień - fakt jest złocisto- czerwono-brązowo - ale jesienne przeziębienie czyha. Każdy ma swoje sprawdzone sposoby na walkę z nim . Ja poza łykaniem zwiększonych ilości rutinoscorbinu bardzo często robię sałatkę szwabską. Przepis jest prosty: gotujesz ziemniaki w mundurkach, jak ostygną obierasz i kroisz w dość dużą kostkę . Dodajesz do nich pokrojone w kostkę (podobnej wielkości jak pyrki) kiszone ogórki i cebulę . Do tego sól, pieprz i majonez. Co do proporcji to zależy od naszych upodobań, albo stanu zdrowia im bardziej chorzy tym więcej cebuli i ogórków kiszonych. A do tego herbatka z midem i cytryną i na zdrowie !!!!!!

poniedziałek, 29 września 2008

herbata GÓRACZY....

Miał być przepis na małże w piwie, ale ostatnio była paella - zatem dziś wrócę do napitków :-)
Przepis, na dziś nosi dziwna nazwę ... zapewne zastanawiacie sie dlaczego GÓRACZY?
Otóż po tej herbatce.. jak wyjdziecie z domu... robicie jeden krok, drugi... nooooo góra trzy.....
stad nazwa... GÓRACZY... ale do rzeczy... jako, ze pogodę mam w mojej SŁONECZNEJ kompletnie nie hiszpańską i dziś na termometrze odnotowałam zaledwie 17 stopni (dla porównania rok temu 30 września wracałam autem z Polski... gdzie było coś około 14 stopni i byłam grubo ubrana... jak wyjechałam za Barcelonę .. było już 28 i musiałam dorwać walizkę aby na stacji sie przebrać).. wracając do pogody... od 2 tygodni leje.... na dodatek jestem TOTALMENTE MUERTA z powodu przeprowadzki.... dlatego noce na wypakowywaniu umilam sobie herbatka GÓRACZY... po niej nad ranem robie jeden krok, drugi, góra trzy i ląduje w łóżku (chociaż przesypiam bez koszmarów 3,4 godziny)......

Wlej do garnka maksymalnie litr wody... zagotuj i dorzuć dwie ekspresówki.. najlepiej dobrej, czarnej herbaty... zgaś ogień aby herbatka doszła... kiedy zrobi sie odpowiednio mocna wrzuć 2 goździki, szczyptę cynamonu (większa ilość zacznie sie kleić i nie będzie estetycznie wyglądać) i odpal ponownie gaz doprowadzając do wrzenia.... po dwóch minutach zgaś gaz i dolej 100 ml wódki oraz 100 ml rumu.. dopraw cytryna i cukrem... możesz również ulepszyć smak paroma listkami świeżej mięty....
życzę Wam słodkich snów po herbatce.... ja już wypiłam dwa kubki.....
teraz nie wiem czy wstanę od laptopa i uda mi sie choćby jeden krok zrobić, a tu jeszcze tyle kartonów leży obok mnie :-( w tej dziedzinie moce są pasywne.... nic sie nie chce samo rozpakować... idę zatem po ostatni kubek herbaty ;-)

niedziela, 28 września 2008

jesień.......

Witajcie u mnie przyroda zaczyna zmieniać szatę na moją ulubioną - coraz więcej czerwieni, żółci i brązów uwielbiam ten moment w przyrodzie :) Choć nie powiem pojawiają się czasami zaskakujące momenty - np. kwitnący we wrześniu kasztanowiec.
Pogoda pozwala na rozkoszowanie się barwami jesieni - co wykorzystuję na maxa:)
no ale po długiej wędrówce po kolorowym parku , po powrocie do domku chętnie sięgam po kubek gorącej czekolady z chili. Przepis jest prosty robisz czekoladę według upodobań- a jak nie lubisz czekolady to kakao- i posypujesz odrobiną sproszkowanego chili.... rozgrzewa rewelacyjnie
Ta mikstura przydaje się zawsze wtedy gdy nam zimno lub źle..... wiedźmowato pozdrawiam

sobota, 27 września 2008

Herman czyli ciasto szczęścia

Poszukując innego przepisu znalazłam taki:
"aby HERMAN się udał należy przestrzegać zasad: Herman nie lubi metalu, nie lubi zimna-temperatura pokojowa- należy mieszać go drewnianą łyżką
1 dzień zostawić go w spokoju niech przyzwyczaja się do miejsca
2,3,4 dzień trzeba go codziennie zamieszać
5 dzień HERMANchce jeść dodajemy
1 szklankę cukru
1 szklankę mąki
1 szklankę mleka
wymieszać to na gładką masę
6,7,8,9 dzień zamieszać raz dziennie
10 dzień to święto Herman chce jeść
1 szklankę cukru
1 szklankę mąki
1 szklankę mleka
wymieszać to na gładką masę
Następnie dzielimy HERMANA na 4 części . 3 dajemy dobrym ludziom na szczęście a do 4 dodajemy
8 całe jaja
1szklankę mąki
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki oleju
1 cukier waniliowy
sok z połowy cytryny
szczypta soli
Składniki należy dokładnie wymieszać ; wlać do wysmarowanej i wysypanej bułką tartą wąskiej foremki.Upiec w takiej temperaturze jak babkę piaskową
"Mieszając ciasto, piekąc myśl o szczęściu!!
Ciasto należy jeść w domu. Nie wynosić za próg mieszkania!!!!!!!!

Po przeczytaniu tego przepisu początkowo nie bardzo wiedziałam co to jest... potem poszperałam w pamięci i przypomniałam sobie - więc Alois jeszcze mnie nie pokochał;)
Potem przyszła refleksja... nie mam zaczynu a potem olśnienie ( dzięki Paweł) przecież jak zacznę robić od początku to będzie zaczyn;) tak więc biorę się do ciasta myśląc o szczęściu i o Was moi Przyjaciele

czwartek, 25 września 2008

Pieeeeekielnie dobra zupa!

Tak, winna jestem przepis, ale jaki?? Taki szkocki, tradycyjny?? No przeciez wszyscy wiedza jak zrobic fish and chips.....bierzesz kalosze, parasol, wyskakujesz do lokalnej fastfoodowni i kupujesz. Prostszego przepisu nie ma! A tak powaznie, ubogosc kuchni szkockiej jest porazajaca. Dlatego temat regionalnych przysmakow uwazam za wyczerpany i dalej bede sie dzielila z wami swoja wlasna wiedza na temat "mieszania w garze"
Nadchodzi zima.....tak, tak, wy tam w Hiszpanii nie wiecie co to deszcz, wiatr, mroz i snieg, ale reszcie swiata przyda sie pewnie przepis na pyszna, pozywna a przede wszystkim rozgrzewajaca zupe, ktora ugotuje sie szybko i zastapi caly obiad.
Ognisty kapusniak na chlodne dni:
miesko - wg upodoban, ja najczesciej wrzucam zeberka, ale tez wolowine pokrojona w kostke. Drob niestety sie nie nadaje, jest zbyt lagodny. Zeberka wrzucam cale i kroje po ugotowaniu, natomiast inne miesa - przed.
Wrzucamy wiec to mieso do kotla (moj kociol ma 4 litry pojemnosci hehehehe) do tego: marchewki, pietruszka, seler, por, cebula, 2 zabki czosnku - wszystko pokrojone w kostke, plasterki - wazne zeby nie za male. To zupa rustykalna, nie powinna byc zbyt elegancka, to szkodzi jej reputacji hehehe. Caly ten stuff wrzucamy do kotla w ktorym jest juz mieso, zalewamy woda i na ogien. Teraz trzeba zagotowac to ladnie, kto nie lubi szumowin - zebrac, ale jest to rowniez cenne zrodlo bialka a wygladowi zupy nie przeszkadza. Potem dolozyc ziemniaki. To bardzo istotny skladnik. Pokrojone znow w malo staranna kostke laduja w zupie. Kiedy mieso jest juz miekkie nadchodzi czas na czary. Otwieramy skarbiec z przyprawami i nasz zwykly wywar pod kapusniak staje sie piekielnie ognisty. Wrzucamy do kotla: ziele angielskie - 5 sztuk, lisc laurowy 1-2, szczypta albo dwie kminku - najlepiej zmielony, pieprz, papryka czerwona w proszku, kostki rosolowe, jakie mamy, ja zazwyczaj uzywam cielecych, pieprz ziolowy (duzo!). Mamroczemy przy tym pod nosem zaklecia i mieszamy dla lepszego rozprowadzenia skladnikow. Zupa zaczyna pachniec oblednie i teraz zaczyna sie nerwowka. Rodzina zwabiona zapachem zaczyna zlazic sie do kuchni i weszyc, wiec nalezy zachowac zimna krew, wykopac domownikow z kuchni, zatrzasnac drzwi i kontynuowac. Otworzyc sloik z kapusta (ja zawsze daje ze sloika bo sie krotko gotuje ale jesli macie normalna - wystarczy ja pogotowac w osobnym garnku zeby zmiekla. Kapuste kroimy (nikt nie lubi jak mu sie wlosy anielskie ciagna po lyzce) i wrzucamy do kotla. Do tego przecier pomidorowy aby uzyskac piekny kolor. Wszystko teraz trzeba zagotowac. Uwaga kapusta nie moze byc zbyt rozgotowana bo to nie papka dla niemowlat a wiedzmowska zupa.
Teraz mozna juz otworzyc drzwi do kuchni i szybko odsunac sie z przejscia......aby uniknac stratowania.
Podawac koniecznie z chlebem i szklanka czegos do picia (my tu w dalekiej szkocji cider (czyli jablecznik pitny) podajemy, schlodzony w lodowce.
Drugie danie jest zbedne........

paella de pueblo czyli wiejska paella

Jak na prawdziwa Hiszp/Anke przystało powinnam sie z Wami podzielić typowo hiszpańską potrawą... postanowiłam, ze będzie to paella. Tym bardziej, ze potrawa ta wywodzi sie z terenu, który zamieszkuje... Odmian paelli jest co najmniej kilkadziesiąt, a tak naprawdę tyle ile kucharek - ponieważ każda prawdziwa Hiszpanka i Hiszpan dodają do paelli coś od siebie.

Paella wywodzi sie z obszarów wiejskich Walencji i pierwsze wzmianki o niej pochodza z XV i XVI wieku, byla robiona przez rolników na potrzebę łatwego i pożywnego posiłku. Paella należała do potraw ludzi ubogich. Wrzucało sie do niej po trochę wszystkiego co było w domu. Garść ryżu, kawałek zająca upolowanego własnoręcznie, ptactwo, warzywa z ogródka, szafran i oliwę. Nie wiadomo czy wówczas pasterze i rolnicy dodawali do paelli także owoce morza - czy ten pomysł zrodził sie znacznie później. Do ciekawostek należy również fakt, ze gotowaniem paelli zajmowali sie głownie mężczyźni... Kobiety pichciły słodkości, a mezczyzni szykowali dla siebie paelle.

Do przygotowania tej potrawy przydałaby sie Wam prawdziwa paellera, rzekomo swój smak paella zawdzięcza tej wielkiej patelni, którą piekielnie ciężko domyć, a po umyciu należy nasmarować cienką warstwa oliwy aby nie pokryła sie rdzą.... paellera wygląda tak:

Jeśli jednak nie dysponujecie tego typu paellerą, możecie użyć zwyklej, ale dużej patelni kuchennej. Nigdy nie robiłam paelli na patelni teflonowej, ale myślę, ze z ¨braku laku¨ może być.

Potrawy przygotowywane przeze mnie są zawsze dla 4 osób... nas jest troje, ale liczę sie z tym, ze ktoś głodny może przyjść w odwiedziny :-)
Zatem do zrobienia paelli potrzebujemy:

4 kawałki kurczaka (mogą być skrzydełka albo pałki)
1 szklanka ryżu
4 kawałeczki karkówki
4 małe kawałki mięsa króliczego
2 i pół szklanki bulionu z kury
5 pomidorów
5 dużych krewetek ze skorupkami
10 małży w skorupkach
2 cebule
3 ząbki czosnku
szczypta szafranu
2 papryki
3 łyżki posiekanej naci pietruszki
1/2 szklanki oliwy
pieprz, sól

Szafran namoczyć w łyżce gorącej wody. Mięso królika razem ze skrzydełkami i karkówką usmażyć na oliwie. Gdy będą rumiane, przełożyć na talerz. Na patelnię w tym czasie wlać oliwę i wrzucić na nią posiekaną cebule i czosnek, smaż mieszając 5 min. Następnie wsyp opłukany ryż i smaż kilka minut (ryz będzie wówczas mniej klejący). Nie zapomnij o mieszaniu.
Później dodac gorący bulion, szafran, a także pokrojone drobno pomidory wraz z ich sosem, doprawić solą i pieprzem, doprowadzić do wrzenia. Na ryżu ułożyć kurczaka, mięso z królika i pokrojoną w paski paprykę. Ogrzewać na średnim ogniu 20 min., stopniowo zmniejszając ogień, (już nie mieszać). Na koniec rozłóż krewetki i małże. Patelnie na 10 minut wloz jeszcze do mocno nagrzanego piekarnika (ale wyłączonego) aby ¨doszła¨. Podawaj posypaną nacią pietruszki.
SMACZNEGO :-) lub jak kto woli po hiszpańsku QUE APROVECHE :-)

wtorek, 23 września 2008

powitanie chlebem i solą

Hmmm.... małe abrakadabra i się udało:) Jak wiecie do tej pory byłam namiętną czytelniczką Waszych blogów i czasami zostawiałam komenty... Zapierałam się, że ja zsocjalizowana introwertyczka to nigdy przenigdy... No i masz babo - pamiętaj że "nigdy nie mów nigdy". Moje siostry wiedźmy postawiły mnie w stan faktu dokonanego i co mi pozostało.
A teraz nawiązując do tytułu.... któż z nas nie pamięta z dzieciństwa smaku i zapachu pieczonego w domu chleba. Czasami to był nasz dom rodzinny czasami zapach ten to wspomnienie z wakacji. Na samą myśl cieknie mi ślinka jak sobie przypomnę ten zapach chrupiąca skórkę...poezja
ostatnio ten zapach częściowo wrócił do mnie za sprawą pewnego przepisu....
weź 10dag drożdży dodaj łyżkę cukru i łyżkę mąki wymieszaj z 1/2 litra ciepłej wody i pozostaw do wyrośnięcia
w sporej misce wymieszaj 1 kg mąki 1 łyżkę soli 1/2 szklanki siemienia lnianego 1 szklankę nasion dyni 1 szklankę nasion słonecznika i 2 szklanki płatków owsianych dodaj do tego wyrośnięty zaczyn i ok 1/2 litra ciepłej wody wyrabiaj dokładnie pozostaw do wyrośnięcia
w tym czasie przygotuj formy (wedle uznania prostokątne czy okrągłe) jeśli korzystasz z tradycyjnych metalowych to wysmaruj najlepiej skórką
od wędzonego boczku
wyrośnięte ciasto przełóż do foremek - tak do 3/4 ich wysokości i pozostaw do wyrośnięcia
rozgrzej piekarnik starszego typu do 200 stopni z termoobiegiem do 180 i piecz ok jednej godziny
po wyjęciu z blchy jedz z czym lubisz a ja na powitanie sypię go solą ..........

nalewka milosna

Skoro już tak wczoraj PŁYNNIE zaczęłam... to postanowiłam, ze na początku będę sie z Wami dzielić moimi nalewkami... Jak na prawdziwa czarownice przystało .. mam ich kilka w zanadrzu. dziś podam Wam recepturę nalewki, dzięki której być może uda Wam sie rozpalić nawet całkiem ozięble serce... Powodzenia! Nadmienię jeszcze, ze skutecznych nalewek miłosnych bez zawartości choćby malej ilości alkoholu raczej nie znajdziecie....
należy wiec zastosować zasadę - im słabsza głowa tym mniejsza dawka :-)

Dwa świeże ananasy obierz ze skory i pokrój w plastry następnie włóż do wielkiego słoja lub innego naczynia, które można szczelnie zamknąć. Dodaj jedna papryczkę chili i 5 dag pokrojonego w plastry korzenia imbiru oraz koniecznie parę listków mięty. Całość zasyp szklanka cukru i na chwile zakręć słój... wstrząśnij nim dynamicznie swoje myśli skupiając wokół osoby, dla której robisz nalewkę miłosną. Po chwili ponownie odkręć słój i zalej litrem zwyklej żytniej wódki. Naczynie zakręć i odstaw na 3, 4 tygodnie w ciemne miejsce, ale nie zapomnij co parę dni nim wstrząsnąć … kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi oznajmia , ze czas oczekiwania minął… przecedź zawartość słoja i przelej do białych butelek po winie. Zakorkuj, a następnie podawaj swemu wybrankowi lub wybrance wieczorowa pora przy świetle świec. Pamiętaj aby nie przekroczyć dawki – maksymalnie dwa kieliszeczki nalewki w ciągu wieczoru…

poniedziałek, 22 września 2008

Post inauguracyjny

To ja, Scotish Witch.
Rzecz ma byc o czarowaniu.
Trzy wiedzmy - hiszpanska, polska i szkocka, stanely nad kotlem zamieszaly chochla i wyczarowaly tego bloga. (Hehehehe, siostra Hiszp/anka, wyczarowala, ale ze sukces ma wiele matek..... ;))
Rozsiadz sie wiec wygodnie, chwyc za kielich i rozkoszuj czytaniem. Kto wie co sie tu jeszcze moze wdarzyc.
Wszyskiesmy matkami, nie obce nam gorycze, ale wiara w nas wielka i sila wewnetrzna nam mowi, ze z zyciem za bary wziac sie trzeba.
Raz na jakis czas zlecimy sie tu na sabat....wtedy biada Wam, iskry sie beda sypaly!
Tymczasem:

Wiedzmowski blog "o_czarowanie" uwazamy za otwarty!!!


Ps. Oczywiscie polska Ruda Wiedzma jeszcze o niczym nie wie, bo nam sie sowa z wiadomoscia do Niej zagubila w drodze, ale jak tylko dotrze to i Ruda nam piekny kawalek zapoda.Wierzymy w to.

czarowanie ze sliwek - nalewka z wegierek a´la Hiszp/Anka

Zbierz wlasnorecznie kilogram najpiekniejszych sliwek wegierek. Dokladnie je umyj, a nastepnie usun z nich pestki. Wsyp wszystkie do duzego sloja i zalej spirytusem. Nastepnie zamknij szczelnie naczynie i odstaw w ciemne miejsce (takich w chatce na kurzej stopie nie brakuje) na 6 tygodni. Kiedy juz kogut zapieje 45 razy zlej alkohol do innego naczynia, a sliwki zasyp (na oko) cukrem - jesli nie ufasz oku... zasyp 75 dag na litr alkoholu...
Do sloja ze sliwkami i cukrem dodaj 5, 6 suszonych owocow - nastepnie sloik zamknij i odstaw w cieple miejsce. Pamietaj aby nim czesto wstrzasac! Kiedy zauwazysz, ze cukier calkowicie sie rozpuscil - zlej syrop do innego naczynia i polacz z nalewka alkoholowa, a nastepnie zamknij i pozostaw do sklarowania. Powinna sie sklarowac w ciagu paru dni. Kiedy nie bedzie juz bardzo metna (tu oko nie powinno Cie zawiezc) przelej nalewke do butelek i zakorkuj. Kiedy ujrzysz miesiaczek na niebie mozesz dac jej sprobowac lubemu, a jego lica rozjasnia sie blogo. Mocniejszy efekt (bardziej rozjasnione lica) uzyskasz po dluzszym czasie... im bowiem starsza tym mocniejsza.....

O_czarowana Hiszp/Anka