Odkąd pamiętam czyli już bardzo długo - kiedy jeszcze papryka była egzotyką na polskich stołach - moja mama robiła i nadal robi taką sałatkę.
Potrzebujemy:
4 kg swieżych ogórków (mogą być takie ciut przerośnięte)
1/2kg czerwonej papryki
1/2 kg marchwi
1/2 kg cebuli
3 łyżki soli
1 szklanka cukru
1 szklanka octu
1 szklanka oleju
główka czosnku
pieprz
Ogórki i cebulę obrać i pokroić w krążki,(ogórki można zetrzeć na tarce, tak jak na mizerię) zasypać solą. Paprykę oczyścić i pokroić w paseczki. Marchew obrać i zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Ogórki z cebulą odcisnąć dodać pozostałe warzywa, wymieszać. Dodać cukier, ocet i olej oraz czosnek. Można dodać trochę poszatkowanego zielonego koperku. Wszystko wymieszać i odstawić na 12 godzin.
Następnie przełożyć do słoików i pasteryzować 5-10 minut.
Wygląda bajecznie i suuuuper smakuje jako dodatek do drugiego dania w zimowe dni :)
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
wtorek, 25 sierpnia 2009
Śliwkowe wariacje
Wczoraj sąsiadka podarowała mi wiaderko śliwek z własnej działki. Podziękowałam serdecznie i zaczęłam myśleć co z tym skarbem zrobić :)
Wiadomo część do bezpośredniej konsumcji, ale ja najlepiej lubię śliwki przetworzone, więc rozpoczęła się akcja przetwory.
W pierwszej kolejności - powidła (dzielnie się smażą drugi dzień) w drugiej śliwki w occie, aaa i duże dziecię woła aby spróbować zrobić śliwowicę , a mi chodzi jeszcze pikantny sos śliwkowy po głowie. Jak widać pomysłów sporo a śliwek hmmm jak by ciut mało ;) Trzeba będzie pogadać z sąsiadką o kolejnym wiaderku ha ha ha
W mojej rodzinie od lat robi się co roku kilka słoiczków śliwek w occie, które zimową porą są idealnym dodatkiem do mięs. Oto przepis
Wiadomo część do bezpośredniej konsumcji, ale ja najlepiej lubię śliwki przetworzone, więc rozpoczęła się akcja przetwory.
W pierwszej kolejności - powidła (dzielnie się smażą drugi dzień) w drugiej śliwki w occie, aaa i duże dziecię woła aby spróbować zrobić śliwowicę , a mi chodzi jeszcze pikantny sos śliwkowy po głowie. Jak widać pomysłów sporo a śliwek hmmm jak by ciut mało ;) Trzeba będzie pogadać z sąsiadką o kolejnym wiaderku ha ha ha
W mojej rodzinie od lat robi się co roku kilka słoiczków śliwek w occie, które zimową porą są idealnym dodatkiem do mięs. Oto przepis
śliwki w occie
1 kg śliwek
50-60 dag cukru
1 szklanka octu 10%
1/2 szklanki wody
kilkanaście goździków
kawałek cynamonu
Śliwki umyć, przelać gorącą wodą w celu usunięcia nalotu i wydrylować.
Z wody, octu, cukru cynamonu i goździków ugotować syrop. Ułożyć śliwki w słoikach , zalać syropem. Pasteryzować 20 min w temperaturze 90 stopni Celsjusza.
Jak widać przepis szybki i nie pracochłonny :)
wtorek, 18 sierpnia 2009
I gdzie tu sprawiedliwość????
My tu powoli zaczynamy nucić "a mnie jest szkoda lata" i zamykamy lato w słoikach, a co niektórzy walczą z upałami i mają pomarańczowy alarm ;) I gdzie tu sprawiedliwość? Dla tych wszystkich, którym słonko przygrzewa proponuję granitę cytrynową.
Granita :
3 cytryny
200 ml soku cytrynowego
100g drobnego cukru
500 ml zimnej wody
Cytryny sparz i zetrzyj skórkę.Przełóż do garnka, dodaj sok i cukier. Gotuj ok 10 min. aż zrobi się syrop. Wystudź. Wymieszaj z wodą , przelej do plastikowego naczynia i do zamrażalnika na 4-5 godz.
WAŻNE: Co pół godziny granitę trzeba rozbijać blenderem , aby uzyskać ziarnistą strukturę :)
Podawaj w wysokich szklankach. Lepsze od lodów :)
Granita :
3 cytryny
200 ml soku cytrynowego
100g drobnego cukru
500 ml zimnej wody
Cytryny sparz i zetrzyj skórkę.Przełóż do garnka, dodaj sok i cukier. Gotuj ok 10 min. aż zrobi się syrop. Wystudź. Wymieszaj z wodą , przelej do plastikowego naczynia i do zamrażalnika na 4-5 godz.
WAŻNE: Co pół godziny granitę trzeba rozbijać blenderem , aby uzyskać ziarnistą strukturę :)
Podawaj w wysokich szklankach. Lepsze od lodów :)
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
Lato zamkniete w sloiku
Lato powoli dojrzewa i dobry jest to czas aby odrobine slonca zamknac w sloiczkach na rozswietlenie dlugiej zimy. Nic nie daje tak pieknych efektow kolorystycznych jak roznokolorowa papryka.
Papryke myjemy, wydrazamy nasiona i kroimy ja na paski szerokosci od 1 cm do 2 cm.
Wyparzone sloiki ustawiamy na sciereczce i wkladamy do nich przyprawy na dno: pieprz (caly, nie mielony), ziele angielskie, lisc laurowy, zabek czosnku, kawalek korzenia chrzanu, gorczyce.
Sloiki zapelniamy teraz pokrojona papryka i najlepiej jesli jest kolorowa, wtedy sloiki pieknie wygladaja. Mozna tez na dno dorzucic kilka malutkich cebulek.
Sloiki nalerzy teraz zalac goraca zalewa octowa przygotowana wedlug przepisu: na 5 czesci wody jedna czesc octu, 13 dkg cukru i lyzeczka soli. Zalewe zagotowac i taka goraca wlewac do slikow. Na samym koncu na wierzch sloika wlac 3 lyzki oliwy (zapobiega psuciu sie papryki i nadaje dodatkowych walorow smakowych). Sloiki dobrze dokrecic i zagotowac, gotowanie powinno trwac ok 12 do 15 min.
Moje sloiki juz sa gotowe ;)
sobota, 8 sierpnia 2009
Jajecznica czyli wspomnienie dzieciństwa
Obudził mnie dziś zapach jajecznicy- niestety nie dobiegał on z mojej kuchni tylko z kuchni sąsiadów :( Takie są "uroki" mieszkania w bloku - teraz jak jest ciepło wszyscy mają pootwierane okna.... i wszyscy wiedzą co dana pani lub pan domu pitrasi w kuchni.
Jajecznica..... to było stałe menu niedzielnego śniadanka w moim rodzinnym domu. To Tato budził mnie często podając śniadanie do łóżka - właśnie jajecznicę . Tak tak w niedzielne poranki śniadania robił mój Tato i nam kobietom nie wolno było wchodzić do kuchni. Czasami się złościłam , bo chciałam sobie jeszcze pospać a tu nic z tego .... taca z pachnącą jajecznicą , kawusią i chlebkiem czekała...... Z tym prostym daniem wiąże się jeszcze jeden epizod z mojego życia. Po ukończeniu przeze mnie klasy pierwszej szkoły podstawowej rodzice wymyślili, że poślą swoją jedynaczkę na kolonie. Jak pamiętacie kiedyś na kolonie jeździło się na 3- 4 tygodnie. Miało to być pierwsze tak długie rozstanie z rodzicami. Pełna zapału pojechałam do Babilonu i początkowo nic nie zapowiadało katastrofy. Wszystko było dobrze do niedzielnego śniadania na które podali - jajecznicę .... no i się zaczęło najpierw jedna łezka potem druga , potem kap kap kolejne ,potem rzeka łez a na końcu Niagara .....beczałam przez dobre 5 dni aż mnie zabrali. Początkowo byłam maskotką całej kolonii - bo każdy chciał mnie uspokoić (nawet chłopaki z najstarszej grupy), potem zamknęli mnie w izolatce - pewnie żebym nie stresowała innych dzieci :) Tak więc z pierwszych kolonii wróciłam na tarczy ;)
Mam więc różne wspomnienia związane z tą potrawą...
Ale zawsze jej zapach będzie przypominał mi dom rodzinny :)
Jajecznica mojego Taty:
kawałek boczku wędzonego
trochę kiełbasy
cebula
minimum 2 jajka na osobę
sól pieprz
czasami kilka pomidorów lub leśnych grzybów
Boczek i kiełbasę pokroić w kostkę. Na rozgrzaną patelnię wsypać boczek i od czasu do czasu mieszać, czekać aż tłuszczyk się wytopi, potem dodać kiełbaskę. W między czasie posiekać cebulę , pokroić w dużą kostkę sparzone i obrane ze skórki pomidory, ewentualnie pokroić w plasterki oczyszczone grzyby (ważne- jak dodajemy pomidory to już nie dajemy grzybów!!!). Dorzucamy na patelnię cebulkę i mieszamy do czasu aż lekko zacznie się złocić - i teraz dodajemy pomidory albo grzyby, w wersji z grzybami smażymy trochę dłużej- i wbijamy jajka bezpośrednio na patelnię, smażymy ciągle mieszając.....Usmażoną podajemy z chlebem lub bułeczką i gorącą kawusią lub herbatką :)
Jajecznica..... to było stałe menu niedzielnego śniadanka w moim rodzinnym domu. To Tato budził mnie często podając śniadanie do łóżka - właśnie jajecznicę . Tak tak w niedzielne poranki śniadania robił mój Tato i nam kobietom nie wolno było wchodzić do kuchni. Czasami się złościłam , bo chciałam sobie jeszcze pospać a tu nic z tego .... taca z pachnącą jajecznicą , kawusią i chlebkiem czekała...... Z tym prostym daniem wiąże się jeszcze jeden epizod z mojego życia. Po ukończeniu przeze mnie klasy pierwszej szkoły podstawowej rodzice wymyślili, że poślą swoją jedynaczkę na kolonie. Jak pamiętacie kiedyś na kolonie jeździło się na 3- 4 tygodnie. Miało to być pierwsze tak długie rozstanie z rodzicami. Pełna zapału pojechałam do Babilonu i początkowo nic nie zapowiadało katastrofy. Wszystko było dobrze do niedzielnego śniadania na które podali - jajecznicę .... no i się zaczęło najpierw jedna łezka potem druga , potem kap kap kolejne ,potem rzeka łez a na końcu Niagara .....beczałam przez dobre 5 dni aż mnie zabrali. Początkowo byłam maskotką całej kolonii - bo każdy chciał mnie uspokoić (nawet chłopaki z najstarszej grupy), potem zamknęli mnie w izolatce - pewnie żebym nie stresowała innych dzieci :) Tak więc z pierwszych kolonii wróciłam na tarczy ;)
Mam więc różne wspomnienia związane z tą potrawą...
Ale zawsze jej zapach będzie przypominał mi dom rodzinny :)
Jajecznica mojego Taty:
kawałek boczku wędzonego
trochę kiełbasy
cebula
minimum 2 jajka na osobę
sól pieprz
czasami kilka pomidorów lub leśnych grzybów
Boczek i kiełbasę pokroić w kostkę. Na rozgrzaną patelnię wsypać boczek i od czasu do czasu mieszać, czekać aż tłuszczyk się wytopi, potem dodać kiełbaskę. W między czasie posiekać cebulę , pokroić w dużą kostkę sparzone i obrane ze skórki pomidory, ewentualnie pokroić w plasterki oczyszczone grzyby (ważne- jak dodajemy pomidory to już nie dajemy grzybów!!!). Dorzucamy na patelnię cebulkę i mieszamy do czasu aż lekko zacznie się złocić - i teraz dodajemy pomidory albo grzyby, w wersji z grzybami smażymy trochę dłużej- i wbijamy jajka bezpośrednio na patelnię, smażymy ciągle mieszając.....Usmażoną podajemy z chlebem lub bułeczką i gorącą kawusią lub herbatką :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)