wtorek, 7 października 2008

Wspomnienie z dzieciństwa i nie tylko ;)

Ostatnio moja szarańcza (czyt. latorośle) patrzyła na mnie dziwnie , dawno w krótkim odstępie czasu nie czytałam jednej książki dwukrotnie .... a tu nagle w sumie po raz trzeci czytałam "Dom nad rozlewiskiem" ci co czytali to wiedzą dlaczego, a ci co nie wiedzą niech szybko nadrobią zaległości;) Ciepła, mądra powieść o życiu, miłości i codzienności.
No i .... naszło mnie na najprostszą potrawę świata czyli grzane parówki z musztardą. No i zaczęło się poszukiwanie normalnych grubych, nieodtłuszczonych parówek. Dopiero w trzecim sklepie udało mi się kupić takie co przypominały wyglądem - a jak później się okazało i smakiem - te parówki, które pamiętam z czasów dzieciństwa. W domu po przyrządzeniu spałaszowałam 3 od razu co wywołało lekki popłoch wśród zadomowionej młodzieży;) I powiem Wam w sekrecie .........były REWELACYJNE.
Tak dziś bez przepisu, bo niepotrzebny;) tylko wspominkowo....
Hmmm dziwnie się dziś przewija liczba 3 ( wszystkie 3 wiedźmy coś skrobnęły dziś) ; 3 sklepy mięsne odwiedzone 3 parówki zjedzone;) i jedna książka trzykrotnie przeczytana..... a w lotku polskim potrójna kumulacja ;)

7 komentarzy:

Robal pisze...

to ja poprosze o wyslanie zakladu :) a co?!
A co do parowek, polecam ´´gwizdzace nalesniki`` :)

Anonimowy pisze...

z racji obsztorcowania przez Robala,że nie pozwalam cieszyć się postami postaram się pilnować i nie publikować za często :)
za dzisiejsze niedogodnościprzepraszam wszystkich zwłaszcza wiedźmy

Robal pisze...

tera to wszystko na mnie!!!! a bylo myslec!!!!

Anonimowy pisze...

na kogoś musi ;) dlaczego zawsze na mnie;)

Robal pisze...

bos Ruda?????

Hiszp/Anka pisze...

Ja bym zjadła nie parówki.. tylko takie serdelki grube (co to ich smak z dzieciństwa sie za mną wlecze)... problem w tym , ze po pierwsze w Hiszpanii takich nawet ze świecą, a po drugie nie jadam już mięsa...
ostatnia próba zjedzenia mięsa (bo mnie naszła ochota na kurczaka z rożna parę dni temu) skończyła sie 2 dniowa niestrawnością i można by powiedzieć choroba morska, - choć na statku nie byłam to jednak równie mocno mnie bujało w żołądku :-)
P.S. co do postów... to omal wczoraj nie opublikowałam.. ale w ostatniej chwili zauważyłam , ze Agnieszka to robi... no tośmy sie zsynchronizowałyśmy hahahahaha

Robal pisze...

polecam wam konferencje redakcyjne na MSNie :) nie to, ze chce podsluchiwac... ;)