wtorek, 28 października 2008
pozdrowienia
Dziś nie będzie przepisu.... urwałam się z pracy i poszłam na spotkanie autorskie do empiku z Małgorzatą Kalicińską.... cuuuuuuuudowna kobieta prawdziwa wiedźma, i nawet deszcz za oknem miał swój urok. Wiedźmy macie serdeczne pozdrowienia od niej. Chwilę z nią rozmawiałam i opowiedziałam jej o naszej przyjaźni i tym blogu. AAAAA następna książka już pod koniec listopada. A w przyszłym roku portal.......
piątek, 24 października 2008
jesien idzie, nie ma na to rady...

Jest okropnie zimno, deszczowo... szaro, buro i bez perspektyw na słońce...
Nie wiem co sie stało z moja Hiszpania, ale ta tegoroczna - nie jest moja... co mi zatem pozostaje?
Napić sie z czarownicami... na ukojenie nerwów Tej Agnieszki, na zdrowie Rudej...
Dziękuję Wam kochane i pije dziś Wasze zdrowie, nalewka brzoskwiniowa...
Ta jesień niesie ze sobą zmiany... duże zmiany... deszcz mi o nich mruczy do ucha, a mnie aż skora cierpnie na sama myśl, co jeszcze wydarzy sie w tym roku! Dobrze, ze mam ten komfort wirtualnej bytności z Wami... bo w realnym świecie coraz mniej mam ochotę na towarzystwo ludzi...
Hiszp/Anka oderwana od swojej rzeczywistości....
czwartek, 16 października 2008
aptekarska
W nalewkach z wiedźm najlepsza jest Hiszp/Anka... ja jestem super ale w degustacji ;) od kilku lat moją ulubioną nalewką jest aptekarska produkowana przez mamę mojej przyjaciółki.... po wielu prośbach dostałam przepis i dzielę się nim z Wami moi drodzy:
do dużego słoja który można zakręcać wlać litr spirytusu litr mleka dodać kilogram cukru i kilogram obranych i pokrojonych w plastry cytryn do tego dodać pokrojoną w kostkę skórkę z 2 cytryn (oczywiście pozbawioną tej białej części)i zakręcić słój, potem wstrząsać (albo jak mówi mama przyjaciółki taśtać)aż cukier się rozpuści :) potem tę czynność powtarzać 3 razy dziennie przez dni 30. Słój przechowywać w temperaturze pokojowej ale zacienionym miejscu - dobrze nadaje się do tego szafa. Po okresie kwarantanny przefiltrować i zlać do butelek. Potem delektować się po kieliszeczku, lub stosować jako lek doustny w czasie przeziębień:)
P.S. W trakcie kwarantanny widok płynu robi się mało apetyczny, ale nie zrażać się tym bo produkt finalny jest suuuuuuuuuuper:)
do dużego słoja który można zakręcać wlać litr spirytusu litr mleka dodać kilogram cukru i kilogram obranych i pokrojonych w plastry cytryn do tego dodać pokrojoną w kostkę skórkę z 2 cytryn (oczywiście pozbawioną tej białej części)i zakręcić słój, potem wstrząsać (albo jak mówi mama przyjaciółki taśtać)aż cukier się rozpuści :) potem tę czynność powtarzać 3 razy dziennie przez dni 30. Słój przechowywać w temperaturze pokojowej ale zacienionym miejscu - dobrze nadaje się do tego szafa. Po okresie kwarantanny przefiltrować i zlać do butelek. Potem delektować się po kieliszeczku, lub stosować jako lek doustny w czasie przeziębień:)
P.S. W trakcie kwarantanny widok płynu robi się mało apetyczny, ale nie zrażać się tym bo produkt finalny jest suuuuuuuuuuper:)
sobota, 11 października 2008
czwartek, 9 października 2008
tanie, szybkie i proste czyli macarrones con atún y tomate
Po szarlotce, która właśnie zaczyna pachnieć w moim piekarniku i parówkach... nadszedł czas na coś z mojej palety dañ...
Dziś będzie po hiszpańsku... choć słyszałam, ze Włosi tez tak lubią :-)

Kiedy spytasz Hiszpankę z pueblo co dziś robi na obiad to odpowie Ci MACARRONES….
śmieję się, ale rzeczywiście ma to wiele wspólnego z rzeczywistością. Moja mejor amiga MARISA ilekroć pytam co pichci, mówi – makaron.
Makaron tak samo jak paelle jedzą Hiszpanie praktycznie ze wszystkim… z owocami morza, z mięsami, z warzywami....
są to jednogarnkowe potrawy… i muszę przyznać, ze szybkie w przygotowaniu oraz bardzo smaczne.
Dziś zrobimy zatem MACCARONES CON ATÚN Y TOMATE… moja Niunia mogłaby jeść ten makaron codziennie.
W zależności od liczebności familii gotujemy paczkę lub pól makaronu (pełna dowolność kształtu – od świderków po inne). Oczywiście nie rozgotowujemy makaronu – tylko zostawiamy go w tak zwanym stanie – AL DENTE.
Dziś będzie po hiszpańsku... choć słyszałam, ze Włosi tez tak lubią :-)

Kiedy spytasz Hiszpankę z pueblo co dziś robi na obiad to odpowie Ci MACARRONES….
śmieję się, ale rzeczywiście ma to wiele wspólnego z rzeczywistością. Moja mejor amiga MARISA ilekroć pytam co pichci, mówi – makaron.
Makaron tak samo jak paelle jedzą Hiszpanie praktycznie ze wszystkim… z owocami morza, z mięsami, z warzywami....
są to jednogarnkowe potrawy… i muszę przyznać, ze szybkie w przygotowaniu oraz bardzo smaczne.
Dziś zrobimy zatem MACCARONES CON ATÚN Y TOMATE… moja Niunia mogłaby jeść ten makaron codziennie.
W zależności od liczebności familii gotujemy paczkę lub pól makaronu (pełna dowolność kształtu – od świderków po inne). Oczywiście nie rozgotowujemy makaronu – tylko zostawiamy go w tak zwanym stanie – AL DENTE.
Kiedy już ugotujemy makaron, odcedzamy go i wsypujemy do dużej miski… dodajemy łyżkę masła i odrobinę oregano oraz dwa zmielone ząbki czosnku… mieszamy aby makaron nabrał zapachu… po dwóch, trzech minutach wrzucamy do naszej pachnącej misy zawartość 2 lub 3 (jak kto lubi) puszek tuńczyka w oleju oraz 25 ml świeżego przecieru pomidorowego (nie koncentratu). Całość oczywiście mieszamy… posypujemy tartym parmezanem, a także jeśli ktoś lubi drobno pokrojona natka z pietruszki i podajemy pachnącą potrawę naszym głodomorom. Przygotowanie macarrones con atún y tomate zajmuje mi 15 do 20 minut maksymalnie…
Gwarantuje, ze Wam zasmakuje :-)
Nie zapomnijcie o przecierze pomidorowym… bez niego makaron nie ma pełni smaku!
wtorek, 7 października 2008
Wspomnienie z dzieciństwa i nie tylko ;)
Ostatnio moja szarańcza (czyt. latorośle) patrzyła na mnie dziwnie , dawno w krótkim odstępie czasu nie czytałam jednej książki dwukrotnie .... a tu nagle w sumie po raz trzeci czytałam "Dom nad rozlewiskiem" ci co czytali to wiedzą dlaczego, a ci co nie wiedzą niech szybko nadrobią zaległości;) Ciepła, mądra powieść o życiu, miłości i codzienności.
No i .... naszło mnie na najprostszą potrawę świata czyli grzane parówki z musztardą. No i zaczęło się poszukiwanie normalnych grubych, nieodtłuszczonych parówek. Dopiero w trzecim sklepie udało mi się kupić takie co przypominały wyglądem - a jak później się okazało i smakiem - te parówki, które pamiętam z czasów dzieciństwa. W domu po przyrządzeniu spałaszowałam 3 od razu co wywołało lekki popłoch wśród zadomowionej młodzieży;) I powiem Wam w sekrecie .........były REWELACYJNE.
Tak dziś bez przepisu, bo niepotrzebny;) tylko wspominkowo....
Hmmm dziwnie się dziś przewija liczba 3 ( wszystkie 3 wiedźmy coś skrobnęły dziś) ; 3 sklepy mięsne odwiedzone 3 parówki zjedzone;) i jedna książka trzykrotnie przeczytana..... a w lotku polskim potrójna kumulacja ;)
No i .... naszło mnie na najprostszą potrawę świata czyli grzane parówki z musztardą. No i zaczęło się poszukiwanie normalnych grubych, nieodtłuszczonych parówek. Dopiero w trzecim sklepie udało mi się kupić takie co przypominały wyglądem - a jak później się okazało i smakiem - te parówki, które pamiętam z czasów dzieciństwa. W domu po przyrządzeniu spałaszowałam 3 od razu co wywołało lekki popłoch wśród zadomowionej młodzieży;) I powiem Wam w sekrecie .........były REWELACYJNE.
Tak dziś bez przepisu, bo niepotrzebny;) tylko wspominkowo....
Hmmm dziwnie się dziś przewija liczba 3 ( wszystkie 3 wiedźmy coś skrobnęły dziś) ; 3 sklepy mięsne odwiedzone 3 parówki zjedzone;) i jedna książka trzykrotnie przeczytana..... a w lotku polskim potrójna kumulacja ;)
Jablka, jablka......szarlotka
Wyprobowalam salatke Rudej wczoraj, z sukcesem. Chlopcy zgodnym chorem zaaprobowali wiec przepis wchodzi do domowego kanonu szczegolnie ze jest tani, latwy i szybki - ma wiec wszystkie zalety jedzenia w czasie recesji hahahahah.
Nie jestem dobra w przepisach. Powiem wiecej - nie lubie gotowac z przepisu. Zazwyczaj gotuje z glowy i z serca, nigdy dwa razy tak samo, zawsze uzywam roznych przypraw eksperymentujac ze smakami. Dla mnie gotowanie to nie technika a nie sztuka. Kiedy chce zrobic cos naprawde dobrego, wlaczam fajna muzyke, wprowadzam sie w dobry nastroj, i zaczynam gotowac.......moj maz sie smieje ze jak tak zawziecie gotuje to do siebie gadam. Ma ubaw ale potem mu smakuje hahahah. Ot wdziecznosc!
Poniewaz wszystkie 3 wiedzmy luuuuuubia jablka, szczegolnie jesienia, podam wam dzis recepte na szarlotke, ktora ostatnio pieklam.
Ciasto kruche: 3 szklanki maki, 9 lyzek cukru, 4 zoltka, szczypta soli, 2 lyzeczki proszku do pieczenia, 200g masla, cukier waniliowy lub wanilia starta, jogurt lub kwasna smietana (ile zabierze ciasto)
Caly ten chlam wyrobic na ciasto, rozwalkowac a jesli sie nie da, to ladnie wylepic ciastem forme pozostawiajac wysokie brzegi.
Okolo 2 kg jablek obrac i zetrzec na tarce z duzymi oczkami. Najlepsze sa jablka malo soczyste, takie do gotowania. Dosypac do nich cukru lub dodac miodu jesli sa bardzo kwasne i oczywiscie cynamon (dla ekstremalistow polecam rowniez mielone gozdziki, imbir); wszystko ladnie wymieszac i wylozyc na ciasto lekko odsaczajac nadmiar soku.
Piec okolo 45 min w 180 stopniach.
Podawac zawsze z bita smietana, ktora wspaniale komponuje sie z jablkami.
Mniiiiam - ide sobie nalozyc kawaleczek a Wam zycze udanych wypiekow!
Nie jestem dobra w przepisach. Powiem wiecej - nie lubie gotowac z przepisu. Zazwyczaj gotuje z glowy i z serca, nigdy dwa razy tak samo, zawsze uzywam roznych przypraw eksperymentujac ze smakami. Dla mnie gotowanie to nie technika a nie sztuka. Kiedy chce zrobic cos naprawde dobrego, wlaczam fajna muzyke, wprowadzam sie w dobry nastroj, i zaczynam gotowac.......moj maz sie smieje ze jak tak zawziecie gotuje to do siebie gadam. Ma ubaw ale potem mu smakuje hahahah. Ot wdziecznosc!
Poniewaz wszystkie 3 wiedzmy luuuuuubia jablka, szczegolnie jesienia, podam wam dzis recepte na szarlotke, ktora ostatnio pieklam.
Ciasto kruche: 3 szklanki maki, 9 lyzek cukru, 4 zoltka, szczypta soli, 2 lyzeczki proszku do pieczenia, 200g masla, cukier waniliowy lub wanilia starta, jogurt lub kwasna smietana (ile zabierze ciasto)
Caly ten chlam wyrobic na ciasto, rozwalkowac a jesli sie nie da, to ladnie wylepic ciastem forme pozostawiajac wysokie brzegi.
Okolo 2 kg jablek obrac i zetrzec na tarce z duzymi oczkami. Najlepsze sa jablka malo soczyste, takie do gotowania. Dosypac do nich cukru lub dodac miodu jesli sa bardzo kwasne i oczywiscie cynamon (dla ekstremalistow polecam rowniez mielone gozdziki, imbir); wszystko ladnie wymieszac i wylozyc na ciasto lekko odsaczajac nadmiar soku.
Piec okolo 45 min w 180 stopniach.
Podawac zawsze z bita smietana, ktora wspaniale komponuje sie z jablkami.
Mniiiiam - ide sobie nalozyc kawaleczek a Wam zycze udanych wypiekow!
niedziela, 5 października 2008
jesiennej nostalgii ciąg dalszy
Hmmm niby złota polska jesień - fakt jest złocisto- czerwono-brązowo - ale jesienne przeziębienie czyha. Każdy ma swoje sprawdzone sposoby na walkę z nim . Ja poza łykaniem zwiększonych ilości rutinoscorbinu bardzo często robię sałatkę szwabską. Przepis jest prosty: gotujesz ziemniaki w mundurkach, jak ostygną obierasz i kroisz w dość dużą kostkę . Dodajesz do nich pokrojone w kostkę (podobnej wielkości jak pyrki) kiszone ogórki i cebulę . Do tego sól, pieprz i majonez. Co do proporcji to zależy od naszych upodobań, albo stanu zdrowia im bardziej chorzy tym więcej cebuli i ogórków kiszonych. A do tego herbatka z midem i cytryną i na zdrowie !!!!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)