Tak, winna jestem przepis, ale jaki?? Taki szkocki, tradycyjny?? No przeciez wszyscy wiedza jak zrobic fish and chips.....bierzesz kalosze, parasol, wyskakujesz do lokalnej fastfoodowni i kupujesz. Prostszego przepisu nie ma! A tak powaznie, ubogosc kuchni szkockiej jest porazajaca. Dlatego temat regionalnych przysmakow uwazam za wyczerpany i dalej bede sie dzielila z wami swoja wlasna wiedza na temat "mieszania w garze"
Nadchodzi zima.....tak, tak, wy tam w Hiszpanii nie wiecie co to deszcz, wiatr, mroz i snieg, ale reszcie swiata przyda sie pewnie przepis na pyszna, pozywna a przede wszystkim rozgrzewajaca zupe, ktora ugotuje sie szybko i zastapi caly obiad.
Ognisty kapusniak na chlodne dni:
miesko - wg upodoban, ja najczesciej wrzucam zeberka, ale tez wolowine pokrojona w kostke. Drob niestety sie nie nadaje, jest zbyt lagodny. Zeberka wrzucam cale i kroje po ugotowaniu, natomiast inne miesa - przed.
Wrzucamy wiec to mieso do kotla (moj kociol ma 4 litry pojemnosci hehehehe) do tego: marchewki, pietruszka, seler, por, cebula, 2 zabki czosnku - wszystko pokrojone w kostke, plasterki - wazne zeby nie za male. To zupa rustykalna, nie powinna byc zbyt elegancka, to szkodzi jej reputacji hehehe. Caly ten stuff wrzucamy do kotla w ktorym jest juz mieso, zalewamy woda i na ogien. Teraz trzeba zagotowac to ladnie, kto nie lubi szumowin - zebrac, ale jest to rowniez cenne zrodlo bialka a wygladowi zupy nie przeszkadza. Potem dolozyc ziemniaki. To bardzo istotny skladnik. Pokrojone znow w malo staranna kostke laduja w zupie. Kiedy mieso jest juz miekkie nadchodzi czas na czary. Otwieramy skarbiec z przyprawami i nasz zwykly wywar pod kapusniak staje sie piekielnie ognisty. Wrzucamy do kotla: ziele angielskie - 5 sztuk, lisc laurowy 1-2, szczypta albo dwie kminku - najlepiej zmielony, pieprz, papryka czerwona w proszku, kostki rosolowe, jakie mamy, ja zazwyczaj uzywam cielecych, pieprz ziolowy (duzo!). Mamroczemy przy tym pod nosem zaklecia i mieszamy dla lepszego rozprowadzenia skladnikow. Zupa zaczyna pachniec oblednie i teraz zaczyna sie nerwowka. Rodzina zwabiona zapachem zaczyna zlazic sie do kuchni i weszyc, wiec nalezy zachowac zimna krew, wykopac domownikow z kuchni, zatrzasnac drzwi i kontynuowac. Otworzyc sloik z kapusta (ja zawsze daje ze sloika bo sie krotko gotuje ale jesli macie normalna - wystarczy ja pogotowac w osobnym garnku zeby zmiekla. Kapuste kroimy (nikt nie lubi jak mu sie wlosy anielskie ciagna po lyzce) i wrzucamy do kotla. Do tego przecier pomidorowy aby uzyskac piekny kolor. Wszystko teraz trzeba zagotowac. Uwaga kapusta nie moze byc zbyt rozgotowana bo to nie papka dla niemowlat a wiedzmowska zupa.
Teraz mozna juz otworzyc drzwi do kuchni i szybko odsunac sie z przejscia......aby uniknac stratowania.
Podawac koniecznie z chlebem i szklanka czegos do picia (my tu w dalekiej szkocji cider (czyli jablecznik pitny) podajemy, schlodzony w lodowce.
Drugie danie jest zbedne........
czwartek, 25 września 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
7 komentarzy:
hahahhahahahahahahahahahaah... fragment z tratowaniem - dziwnie mi pasuje do mojego Marido :-) ktory od czasu do czasu lubi zjesc cos w ten desen :-) Na codzien w Hiszpanii jest za cieplo na takie potrawy, ale od kilku dni leje i zrobilo sie kompletnie nei wrzesniowo.. O tej porze roku zawsze pluskalismy sie jeszcze w morzu, ale w tym roku sobie tego nei wyobrazam - temperatura spadla do 20 stopni i non stop zacina woda z niebios.... zatem Ta Agnieszko... jutro - PIEKIELNA zupa... sobie wybiore kawalki bez miesa :-)
przepis brzmi PYSZNIE :-)
Super! Tak, faceci uwielbiaja takie potrawy....cos o tym wiem....
No wlasnie dobrze, ze Hiszp/anka zwrocila... uwage na ten deszcz co to sie wylewa. Znamy go, znamy! Jesli chodzi o wiatry (atmosferyczne), to w metrze miejscami pizdzi jak w kieleckiem... Co do sniegu, to PODOBNO czasami pada... rzeczywiscie zrobilo sie chlodno... a wszyscy w kolo kichaja. Max siedzi okutany przed kompem i w czapce... co za ludzie!
Ja juz nawet sandaly zamienilem na cichobiegi, zeby sie nie przeziebic... ot tak, na wsiaki sluczaj...
A zupa... hm... ja bym tak ja lagodniej tymi przyprawami, ale to kwestia gustu :) zwlaszcza nie chcialbym jej ´´spieprzyc´´ :)
Co do tratowania, to moze bys zostala torreadorka kuchenna, co Hiszp/anka?
Salu2 :)
śnieg to tam u Was na północy Panie Robalu może i sie zdarza... u nas na południu ostatni leżał w 1924 roku i tylko jeden dzień :-)
Tak w sumie mogłabym zostać torreadorka.. mój Marido uwielbia czerwony kolor.. tylko niestety nie jest Bykiem, a Baranem, no ale to chyba w sumie nie ma znaczenia...
wiesz i byk i baran maja rogi więc czemu nie ;)zupa Ta Agnieszko smakowita.... mmmm.... aż dostałam ślinotoku pozdrawiam wiedźmowato
Robal, jak przyprawisz mniej to juz nie bedzie tak piekielnie dobra, ale za to wiecej zaklec mozna poszeptac dla wyrownania.....
Ruda.....przez zoladek do serca ;)))
Prześlij komentarz