niedziela, 4 stycznia 2009

Zima....

Oj długo mnie tu nie było.... Lubię święta i tą całą otoczkę. Ciut opuściłam się w blogowym pisaniu. Od wczoraj mam prawdziwą zimę, taką ze śniegiem i mrozem. Temperaturka ujemna to nabieram ochoty na proste energetyczne danie - fasolkę po bretońsku. Pewnie każdy z nas ma swój wypróbowany przepis. Ja uprzednio namoczoną fasolę gotuję do miękkości stopniowo dodając posiekane ząbki czosnku, cebulę, pokrojony chudy boczek wędzony(że być ten parzony), sól, pieprz, mielona paprykę czerwoną, trochę chilii i dużoooooooooo otartego majranku. Aaaaa bym zapomniała pod koniec dodaję sporo koncentratu pomidorowego. Danko proste, sycące jak niektórzy mówią że również wiatropędne ;) no i ten czerwony kolorek dodaje energii.

5 komentarzy:

Hiszp/Anka pisze...

ten wiaterek jest najmniej ważny... ważniejszy smak... pycha! TY Ruda jak coś wymyślisz... to aż chce sie jeść....

Anonimowy pisze...

jako kobieta pracująca co żadnej pracy się nie boi ostatnio preferuję kuchnię szybką lub sycąca ;)

A pisze...

A ja w ramach zaklinania wiosny kupilam sobie troche szmatek do kuchni w Ikea i teraz mam: nakladki na krzesla, obrus, zaslonke, rekawice kuchenne i podkladke pod garnek wszystko w kolorze soczystej zieleni, oliwki i pistacji.....mowie wam, resztka zimy sie z domu stracila a z kuchni to juz napewno. Doszlismy do wniosku ze choinke trzeba rozebrac jutro, bo nam do wiosennego wystroju nie pasuje. Kto mysli ze to wczesnie niech wie ze w Szkocji zonkile w polowie lutego zaczynaja kwitnienie.......Mamy do tego oczywiscie zielone swiece zapachowe a na oknie swieza mieta w doniczce dodawana po listku do herbat lub deserow. My na wiosne juz gotowi!

Anonimowy pisze...

Hahahahahahahahaha Ta Agnieszka szykuje się do wiosny a ja rozkoszuję urokami zimy :)

Hiszp/Anka pisze...

no i najadłam sie fasoli........