wtorek, 23 września 2008

powitanie chlebem i solą

Hmmm.... małe abrakadabra i się udało:) Jak wiecie do tej pory byłam namiętną czytelniczką Waszych blogów i czasami zostawiałam komenty... Zapierałam się, że ja zsocjalizowana introwertyczka to nigdy przenigdy... No i masz babo - pamiętaj że "nigdy nie mów nigdy". Moje siostry wiedźmy postawiły mnie w stan faktu dokonanego i co mi pozostało.
A teraz nawiązując do tytułu.... któż z nas nie pamięta z dzieciństwa smaku i zapachu pieczonego w domu chleba. Czasami to był nasz dom rodzinny czasami zapach ten to wspomnienie z wakacji. Na samą myśl cieknie mi ślinka jak sobie przypomnę ten zapach chrupiąca skórkę...poezja
ostatnio ten zapach częściowo wrócił do mnie za sprawą pewnego przepisu....
weź 10dag drożdży dodaj łyżkę cukru i łyżkę mąki wymieszaj z 1/2 litra ciepłej wody i pozostaw do wyrośnięcia
w sporej misce wymieszaj 1 kg mąki 1 łyżkę soli 1/2 szklanki siemienia lnianego 1 szklankę nasion dyni 1 szklankę nasion słonecznika i 2 szklanki płatków owsianych dodaj do tego wyrośnięty zaczyn i ok 1/2 litra ciepłej wody wyrabiaj dokładnie pozostaw do wyrośnięcia
w tym czasie przygotuj formy (wedle uznania prostokątne czy okrągłe) jeśli korzystasz z tradycyjnych metalowych to wysmaruj najlepiej skórką
od wędzonego boczku
wyrośnięte ciasto przełóż do foremek - tak do 3/4 ich wysokości i pozostaw do wyrośnięcia
rozgrzej piekarnik starszego typu do 200 stopni z termoobiegiem do 180 i piecz ok jednej godziny
po wyjęciu z blchy jedz z czym lubisz a ja na powitanie sypię go solą ..........

7 komentarzy:

Hiszp/Anka pisze...

Tydzień temu piekłam chleb, ale mój przepis jest zdecydowanie mniej wyrafinowany.. Twój chlebek wyprobuje zaraz po przeprowadzce.. powitam dom RUDYM CHLEBEM, aż mi ślinka poleciała.. a na blogu zapachniało...
no a na koniec powiem, ze ciesze sie, ze już jesteś :-)

A pisze...

Kocham Cie Ruda.......I ciesze sie niemilosiernie, ze jestes przy kotle i mieszasz chochla! A jednak sie udalo i to dzieki Hiszp/Ani hahahahahha. Dziekuje Wam obu!

Robal pisze...

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! Swiat sie konczy!!!! Ruda pisze!!!! Cudownie!!! Niezly poczatek :) Co prawda soli nie uzywam, bo jakos tak mi sie sama zarzucila. Owszem, nie przeszkadza mi, ale tez nie musze... Co do chleba... Hmmmmm... czekam na wylot do Polski, zeby wreszcie zjesc cos normalnego, a nie te hiszpanskie bagietki....
Ruda WITAMY WSROD BLOGEROW.

PS: Wczoraj przyznalem sie Hiszp/ance, ze dzien wczesniej probowalem cie zachecic (czytaj: urobic) do tego zajecia. Ale za chinskiego boha nie moglem sie do tego przyznac, zebys sie nie zaparla zadnimi lapami :) Uczciwie przyznaje, ze nie mialem zielonego pojecia, co pozostale wiedzmy knuja :)

Pozdrawiam Tercecik :)

I Ruda, jeszcze raz gratuluje...

A i jeszcze jedno :) poprosze o niewidzialne literki do weryfikacji :P

Hiszp/Anka pisze...

Robal nie lubi hiszpańskich bagietek.... a ja nigdy bym ich nie oddala za zwykły chleb - no chyba,ze sama piekę.... Uwielbiam hiszpańskie barras... z oliwa i pomidorkiem...

A pisze...

heh.....a u mnie pulpowaty szkocki chleb tostowy, ani przy nim umrzec z glodu ani najesc normalnie sie nie da. :((

Robal pisze...

nie jest tak, ze ich nie lubie... ale polski razowy ze swiezym maselkiem.... hmmmmm... do tego kawa z mlekiem.... albo taki chrupiacy, jeszcze cieply z prywatnej piekarni? albo smalczyk i ogoreczki kiszone? tutaj po prostu tego nie mam ;) a ´´pan de tomate´´ (czytaj: Wladca Pomidorow´´ ;) to najdziwniejsza rzecz, jaka spotkalem (na razie). Ale tez lubie ich oliwe i juz sie ucze jesc po ichniemu... zreszta mam inne wyjscie?
Za to uwielbiam ´´jamon serrano´´... uwielbiam :)

PS: ponawiam prosbe o niewidzialnosc literek

Anonimowy pisze...

Najbardziej w tym przepisie podoba mi się ilość nasion.Mmmmmmmmmmmm...uwielbiam taki zestaw!